Środa, 19 września.

Pogoda przepiękna! Najmniejszej chmurki na niebie, Howerla jak na dłoni, a do tego ciepło. Zwykle we wrześniu bywały przymrozki, pierwszy śnieg, szron, a teraz nad ranem było 14 stopni ciepła. Sianokosy skończone, dwóch polskich turystów bardzo pomogło przy zbieraniu siana, w związku z czym nie trafili do chatki na noc. Sąsiedzi ugościli ich tak, że ledwo żyją…

Poniedziałek, 17 września.

Piękna pogoda, temperatura około 13 stopni, ale szybciutko rośnie. Urośnie do około 20 stopni, a w słońcu będzie znacznie cieplej. Typowe babie lato. Tutaj też to określenie funkcjonuje. Rąbię na szczapki suchego świerka, żeby było na zimę na rozpałkę. Już się dogadałem z Wasylem, że przywiezie konnym wózkiem i poukłada przy chatce porąbanego buka i świerka.

Sobota, 15 września.

Niestety cała moja praca przy źródełku poszła na marne. Podchodzi skądś woda, uniemożliwiając prace uszczelniające. Znów będzie prowizorka, jak zwykle najbardziej skuteczna. Marzeniami wracam do Kizich Ułochów. Wyraźnie widać proces zarastania połoniny. Kosówka powolutku, ale nieubłaganie bierze połoninę w posiadania. Proces można odwrócić umożliwiając wypas owiec, ale póki co, hodowla owiec jest nieopłacalna.

Piątek, 14 września.

Siano ułożone już w piękny stóg. Wizyta w Werchowynie, jak w każdy czwartek, była bardzo owocna. Nakupiłem jedzenia na cały tydzień, najadłem się w Lubawie i chociaż nie było jazykiw, zadowoliłem się widbywną. Łaziłem po Werchowynie do siedemnastej, na tyle pozwoliły mi kolana. Dziś nareszcie remont źródełka. Zacznę od wywiezienia na miejsce agregatu prądotwórczego, żeby opalarką wysuszyć resztki wilgoci w zbiorniku.