Czwartek, 6 września.

W transporcie stłukło się ucho od butelki na wino. Udało mi się je dorobić z mosiądzu. W nocy przeszła solidna burza, mocząc skutecznie siano Iwana. Wożenie kopek do stogu na dziś odwołane. Dopiero na poniedziałek zapowiadają bezdeszczową pogodę, nie wiem, czy siano dotrwa do tego czasu.

Środa, 5 września.

Poranek był chłodny i pochmurny, ale z biegiem czasu widać coraz więcej słońca. Na dziś i najbliższe dni prognozy zapowiadają niewielkie opady deszczu, dopiero w sobotę ma być bez opadów. Odwiozłem wczoraj do Bystreca butelki plastikowe i szklane i wrzuciłem do kontenerów specjalnie na to przygotowanych.

Wtorek, 4 września.

Dziś będziemy, ostatni raz w tym roku, pracować przy zbieraniu siana. Tylko raz, w ciągu dwudziestu lat, sianokosy przeciągnęły się do września. Wszystkiemu winna pogoda, która uniemożliwiała pracę. Sąsiedzi będą zbierać siano, a ja będę je woził Hondzikiem. W chwilach przerwy, będzie poczęstunek huculskimi przysmakami i samogonem.

Poniedziałek, 3 września.

Zmieniła się ścieżka na Kizie Ułohy. Dawniej szło się intuicyjnie wzdłuż wodospadu do średniego kotła, potem do najwyższego i stromym podejściem na przełączkę między Munczelem a Brebenieskułem. Teraz od średniego kotła prowadzi wyraźna ścieżka na szczyt Brebenieskuła. Dawniej było bardziej dziko, ale teraz jest bezpieczniej. Pogoda słoneczna i ciepła, ale turystów nawet na lekarstwo…

Niedziela, 2 września.

Zrobiłem trzylitrowy słoik bryndzy. Kupiliśmy cztery kilo buncu w Gadżynie, zmęłem ser w maszynce do mięsa, dodając dużo soli i ubiłem ciasno w słoiku. Będzie na Nowy Rok jak znalazł. Ciekawe, że dopiero teraz dowiedziałem się, że świeży bunc należy przechowywać w wodzie z solą. Może dlatego, że nie pytałem…

Sobota, 1 września.

Awaria drogi do Burkutu, Dzembroni i Bystreca powoli jest usuwana. Osuwisko zasypywane jest tonami ziemi, a ruch drogowy toczy się wahadłowo. Pogoda ustabilizowała się i już kolejny dzień nie pada. Codziennie za to, zamiast malowniczego wschodu słońca. przychodzi gęsta, jesienna mgła.

Piątek, 31 sierpnia.

Wygląda na to, że kosiarki terkoczą na pogodę! Drugi dzień lampy i też prawdopodobnie nie będzie padało. Koło chatki pokazały się konie, jeden z maleńkim źrebakiem. Iwan od dawna szuka kobyły, która była w wysokiej ciąży, więc możliwe, że rozpozna ją na zdjęciu.

Czwartek, 30 sierpnia.

Przy okazji werchowyńskiego Chramu, pojechaliśmy do wsi Sokołiwka, gdzie mieszka pan, sprzedający na bazarze stare rzeczy. Widok wnętrza jego garażu zapierał dech w piersiach. Zdecydowanie pochłodniało, ale też pada mniej deszczu. Ciśnienie rośnie, a po górach niesie się odgłos pracujących kosiarek.

Środa, 29 sierpnia.

Wczoraj był Chram w Werchowynie. Bardzo dużo osób w kolorowych, ludowych strojach, stragany przed cerkwią, święte obrazy przygotowane do święcenia, a po południu koncert w muszli koncertowej naprzeciwko cerkwi. Pogoda dopisała, Ewunia zrobiła sporo ciekawych zdjęć.

Wtorek, 28 sierpnia.

Kizie Ułohy to stare, zarośnięte jeziora polodowcowe. Dolny, największy kocioł, przeryty jest wąwozem Kiziego potoku i już nawet nie kojarzy się z jeziorem. Średnie jezioro jest najlepiej zachowane, wyraźnie widać ślad linii brzegowej, roślinność typową dla zarastających jezior i meandrujący potoczek, który kiedyś zasilał jezioro. Pozostał wodospad, wzdłuż którego, ścianą stawiarską, biegnie ścieżka.