Wtorek, 18 września.

To już ostatnia w tym roku wycieczka na Kizie Ułohy. Od wejścia na zarośnięty średni staw, ścieżka pnie się w górę na szczyt Brebenieskuła. To jedna z dwóch, obok ścieżki na Szpyci, wysokogórskich ścieżek w Czarnohorze. Szkoda, że mało komu chce się tam pójść, a może jednak dobrze, bo dzięki temu jest tam cicho, pusto, dziko i czysto.

Poniedziałek, 17 września.

Piękna pogoda, temperatura około 13 stopni, ale szybciutko rośnie. Urośnie do około 20 stopni, a w słońcu będzie znacznie cieplej. Typowe babie lato. Tutaj też to określenie funkcjonuje. Rąbię na szczapki suchego świerka, żeby było na zimę na rozpałkę. Już się dogadałem z Wasylem, że przywiezie konnym wózkiem i poukłada przy chatce porąbanego buka i świerka.

Niedziela, 16 września.

Dwie kosiarki warują przy chatce, jeszcze gotowe coś skosić. Jedna już jest bezzębna, trzydziestokilogramowe ostrze zwiozłem Hondzikiem do Bystreca. Druga będzie jeszcze kosiła trawę i będą to już na prawdę ostatnie sianokosy w tym roku. Po wczorajszych burzach, dzień wstał leniwie mokry i pochmurny.

Sobota, 15 września.

Niestety cała moja praca przy źródełku poszła na marne. Podchodzi skądś woda, uniemożliwiając prace uszczelniające. Znów będzie prowizorka, jak zwykle najbardziej skuteczna. Marzeniami wracam do Kizich Ułochów. Wyraźnie widać proces zarastania połoniny. Kosówka powolutku, ale nieubłaganie bierze połoninę w posiadania. Proces można odwrócić umożliwiając wypas owiec, ale póki co, hodowla owiec jest nieopłacalna.

Piątek, 14 września.

Siano ułożone już w piękny stóg. Wizyta w Werchowynie, jak w każdy czwartek, była bardzo owocna. Nakupiłem jedzenia na cały tydzień, najadłem się w Lubawie i chociaż nie było jazykiw, zadowoliłem się widbywną. Łaziłem po Werchowynie do siedemnastej, na tyle pozwoliły mi kolana. Dziś nareszcie remont źródełka. Zacznę od wywiezienia na miejsce agregatu prądotwórczego, żeby opalarką wysuszyć resztki wilgoci w zbiorniku.

Czwartek, 13 września.

Drugi dzień pięknej pogody. Jeśli tak dalej pójdzie, jutro zabiorę się do końcowych prac przy źródełku. Trzeba w końcu przygotować je do zimy. Siano Iwana trochę sczerniało, ale podobno jeszcze nadaje się do użytku, jednak ostatnie zdanie w tym temacie będą miały krowy. Noc była bezchmurna, ale temperatura nie spadła poniżej 10 stopni.

Środa, 12 września.

Od rana pełna lampa! Nie dość, że pogodnie, to jeszcze wyraźnie cieplej. Już nie będę musiał przepalać w kominku. Dziś przyjdzie ekipa do siana i okaże się, co z niego zostało. Często przy budowaniu stogu kolejne warstwy siana posypuje się solą, żeby powstała kiszonka. Ciśnienie rekordowo wysokie, jak na chatkę, 908 hektopaskali

Wtorek, 11 września.

Słoneczko! Nie jest jeszcze ciepło, ale widać, że ciężko pracuje, żeby siano Iwana wyschło. Dziś cerkiewne święto, więc dopiero jutro ekipa przyjdzie zebrać to, co zostało z siana po tygodniu moknięcia. Zasypałem wczoraj wykop przy zachodniej ścianie, gdzie ułożyłem instalację odwadniającą. Może zniknie nieprzyjemny zaciek w łazience.

Poniedziałek, 10 września.

Już jest znacznie lepiej. Chmury odsłoniły Kostrzycę, słońce leniwie wyłazi zza chmur i sprawdza, czy jeszcze warto suszyć iwanowe siano, od pięciu dni moknące na deszczu. Moje pranie też może zacznie schnąć, ale przynajmniej dobrze się wypłukało. Rano było 12 stopni ciśnienie powolutku idzie do góry.