Sobota, 15 września.

Niestety cała moja praca przy źródełku poszła na marne. Podchodzi skądś woda, uniemożliwiając prace uszczelniające. Znów będzie prowizorka, jak zwykle najbardziej skuteczna. Marzeniami wracam do Kizich Ułochów. Wyraźnie widać proces zarastania połoniny. Kosówka powolutku, ale nieubłaganie bierze połoninę w posiadania. Proces można odwrócić umożliwiając wypas owiec, ale póki co, hodowla owiec jest nieopłacalna.

Piątek, 14 września.

Siano ułożone już w piękny stóg. Wizyta w Werchowynie, jak w każdy czwartek, była bardzo owocna. Nakupiłem jedzenia na cały tydzień, najadłem się w Lubawie i chociaż nie było jazykiw, zadowoliłem się widbywną. Łaziłem po Werchowynie do siedemnastej, na tyle pozwoliły mi kolana. Dziś nareszcie remont źródełka. Zacznę od wywiezienia na miejsce agregatu prądotwórczego, żeby opalarką wysuszyć resztki wilgoci w zbiorniku.

Niedziela, 9 września.

Dziś pochmurno od rana, ale podobno ma już nie padać. Rzeczywiście ciśnienie idzie w górę. Jutro ma już być słonecznie i bez opadów. Iwan w kłopocie, bo 4 dni temu skosił trawę, zebrał w kopki, ale nie zbudował stogu, a kopki od tego czasu mokną na deszczu. Chyba to siano będzie już musiał spisać na straty. Jest tylko 10 stopni, a lekki wiatr pogłębia wrażenie chłodu.